CZĘSTOWAŁ GO, AŻ NIE TRAFIŁ DO DRZWI

images (1)

Wypadek pierwszy, „Częstował go, aż nie trafił do domu”, nie nastręcza żadnych trudności. Ilustruje go anegdota o Koźle, który do swej „gospody” trafić nie mógł, gdy wracał zalany od kogoś z przyjaciół, wierszem uwieczniona przez Kochanowskiego, prozą przez Górnickiego. Chodzi tu o upicie gościa do utraty przytomności. Wypadek drugi jest nieco inny, można go uznać za naprawdę ironiczny. Tuż po „Częstował go, aż nie trafił do drzwi” Adalberg podaje „Częstowano go głową o stół”. Mniej salonowa odmiana tego przysłowia brzmi: „Częstowano go dupą o ławę”, a więc pozwolono komuś siedzieć, ale na tym się skończyło, przyjęto go „urzędowo”, chłodno, i sprawy jego nie załatwiono pomyślnie. Częstowano go „głową o stół” to sytuacja gorsza. Obito go czy znęcano się nad nim. „Częstował go, aż nie trafił do drzwi” to dalszy czy wyższy stopień złego przyjęcia. Gość czy przybysz dostaje takie cięgi, iż do drzwi trafić nie może. O co tu chodzi, zademonstrować można na… Potopie, powieści, której autor życie staropolskie znał na wylot czy przynajmniej odgadywał genialnie. W karczmie podlaskiej, a więc miejscu powołanym do „częstowania”, dochodzi do bójki między ludźmi Kmicica a podjazdem wysłanym przez Wołodyjowskiego. „Wtem przez drzwi wywalone uskoczyli naprzód Rzędzianowi, za nimi laudańscy, za nimi Kmicicowi.” Drzwi karczmy stają się centrum zainteresowań. Że zaś Sienkiewicz znakomicie uchwycił typowy rys dawnego życia, dowodzi Tragedia o polskim Scilurusie Jana Jurkowskiego . W ujętym metodą konceptów sowiźrzalskich monologu Wielkiego Chwała, karczemnego awanturnika, czytamy o nim jako o „zawodniku”, szukającym mety w drzwiach właśnie: Ja zawodnik tak rączy wprzód nie dam żadnemu, A więc ciasno jest w bitwie do drzwi leniwemu.

CZĘSTOWAĆ SIĘ CEREMONIOWAĆ SIĘ

images (2)

Adalberg przytoczył za Knapiuszem dwa przysłowia: „Częstują się jak N. N. do wieże” i „Częstują się jak N. N. z wieże”, zaopatrując je w objaśnienia niekoniecznie trafne, a nie wskazując, iż „częstować się” znaczy tyle, co ceremoniować się przy wejściu, ustępować pierwszeństwa. Jak świadczy wstawienie liter N. N., przysłowie już w początkach wieku XVII było, by tak rzec, ruchome, dopuszczało podawanie różnych nazwisk w różnych okolicach, co dowodziłoby upowszechnienia anegdoty, z której niewątpliwie wyrosło. Rozumiał to widocznie już Knapiusz, który przy pierwszym dał taką oto uwagę: Ironicznie Jakub Pontanus powiada z historii Urbino o tych, którzy chytrze i podstępnie udają uszanowanie dla kogoś: Gdy książę kazał trębaczowi, by pierwszy wszedł do wody rwącej i pełnej wirów, ten z udanym szacunkiem odpowiedział: Nie pokaże się, bym ja, chodzący zwykle za panem, tutaj miał po prostacku iść przed nim. Żera zaś, w wieku XVIII, zapisał anegdotę rzekomo rodzimą i rzekomo historyczną o braciach Skarżyńskich. Imć panowie Skarżyńscy, bracia rodzeni, mieli raz krwawą przygodę na sejmiku łomzieńskim, za którą trybunał skazał obu na trzydniową wieżę. Ano tedy poszli sami na zamek łomzieński do onej wieży jako szlachta. Aleści młodszy, końcem [celem] uszanowania starszeństwa wieku, nie chciał wejść tam pierwszy przed bratem starszym, starszy zaś miał urząd ziemski niższy od brata młodszego, więc znowu dla tej przyczyny wejść pierwszy do wieży nie chciał. I tak długo się z sobą certowali, aż w końcu wziąwszy się pod ręce weszli społem. A że śmiechu było przy tym dosyć, więc pozostało takie przysłowie w ziemi łomzieńskiej, gdy kto nazbyt wielkie czyni przy wejściu ceregiele.

Piosenka to głośna

images (3)

Ona przecież dała Paskowi bezpośredni powód do szpetnej awantury w Miławczycach, gdy porozbijał on i posiekł gości, którzy natrząsali się z jego mazowieckiego pochodzenia. Bójka zaczęła się w chwili, gdy jeden z nich zaśpiewał dalszą zwrotkę o Mazurach, co „po jaglanej kaszy słone wąsy mają, w piwie je maczają”. Było to w r. , piosenka więc żyła długo i cieszyła się popularnością wśród szlachty małopolskiej. Czy jednak zarówno z niej, jak z przysłowia, które z niej się wywodzi, wolno wnioskować, że piwo czerskie było złe? Oczywiście, że nie. Zarówno dlatego, że upadek tej mieściny mazowieckiej datuje się od najazdu szwedzkiego, jak i dlatego, że wedle świadectwa Potockiego piwo czerskie i później uchodziło za dobre. Źródła dyskryminacji więc ulubionego napoju mazurskiego szukać należy gdzie indziej. W samej mianowicie śpiewce i jej charakterze. Piwsko tedy jest złe, bo ludzie się nim upijają, przede wszystkim jednak dlatego, że jest mazurskie. Piosenka przecież w czambuł gani wszystko, co jest mazowieckie, strój, broń, obyczaje, jadło i napoje. Celem jej nie opis Mazurów, lecz drwiny z nich. A tego prostego faktu nikt z naszych przysłowioznawców dostrzec i zrozumieć nie umiał. Związek piwa czerskiego z pieśnią ludową nie ogranicza się jednak tylko do Kiermaszu wieśniackiego, jak i drwiny z Mazurów nie zamykają się w wieku XVII. Oto bowiem na schyłku w. XIX Zygmunt Gloger przypomniał inną, niewątpliwie starą pieśń: Owo ja Mazur szumno-bo- gaty. Jedna z jej zwrotek nawiązuje do spraw, o których się tu mówiło: Mam i szabelkę ostro toczoną, W kilku potrzebach już wyszczerbioną, Nierazem ja nią wywijał, Jakem się z chłopami bijał W Czersku na piwsku.

CZERSK

images

Zwrot przysłowiowy „W Czersku na złym piwsku” Adalberg s. v. „Czersk” podał z uwagą T. Lipińskiego, iż jest to cytat „z wiersza [!] Kiermasz wieśniacki, druk. około połowy [!] w. XVII”, i powstać musiał w okresie upadku miasteczka, które słynęło kiedyś z dobrego piwa, jak dowodzi jego pochwała u Wacława Potockiego. Adalberg nie zauważył widocznie, iż mylne te informacje sprostował już Darowski S być zresztą może, iż zniechęciło go mętne a kłótliwe ujęcie tego sprostowania. W rezultacie więc przyjmując, iż Lipiński nie orientował się ani w sensie, ani w wieku przysłowia, i nie poprzestając na wywodzie Darowskiego, powiedzieć trzeba, skąd przysłowie się wzięło jaki był jego sens istotny. W zbiorku Kiermasz wieśniacki, drukowanym w latach , pełnym fraszek i piosenek podrwiwających z Mazurów, znajdujemy piosenkę: Mazurowe mili, Gdzieście się popili: W Warce na gorzałce, W Czersku na złym piwsku?

MAŁA CZERNIUCHA

literatura

W noweli E. Orzeszkowej W zimowy wieczór na wieczornicy we wsi białoruskiej uczestnicy zabawiają się rozwiązywaniem zagadek. Najwięcej uciechy budzi następująca: Maleókaja, czornieńkaja, Wsiu kołodu woroczaje. „Oj, kab ty skis z zagadką taką! woła dziewczyna. Oj, nie raz nie dwa słyszała ja już tę zagadkę! Toż to pchła.” Zagadkę tę znamy również ze zbiorów polskich. U Glogera brzmi ona: „Maluśkie, czarniuśkie, dużym drzewem rusza.”  Adalberg wprowadził ją między przysłowia w postaci: „Mała czemiucha wielką kłodę rucha.” Czy słusznie? Chyba tak tekst jego bowiem odpowiada wszystkim warunkom, które stawiamy przysłowiu, funkcyjnie zaś da się zastosować nie tylko do pchły i człowieka. tym właśnie tłumaczyłoby się przekształcenie zagadki w przysłowie.

Sens przysłowia

pobrane

W świetle uwag dotychczasowych właściwego sensu nabierają przysłowia podane pod hasłami „Gąszcz t ” i „Warza t”, choć właściwsza byłaby „Czeladź”, co zastosowała Nowa księga przysłów polskich „Czeladź ”; „Gąszcz czeladzi nie odstraszy” znaczy przecież dokładnie to samo, co „Gęsta warza czeladzi nie odstraszy”, a czemu wtóruje „Gąszcz dzieci nie rozpędza” Adalberg s. v. „Gąszcz ”, NKPP „Dziecko ”. O co tu idzie, nie ma potrzeby wyjaśniać, zwłaszcza gdy się pamięta oszczędnościowy wynalazek okupacyjny, zwany Eintopfgericht, gęstą paćkę, mającą zastąpić obiad z kilku dań. Można by się nadto odwołać do przezabawnej humoreski St. Zielińskiego Dno miski, przypomnianej tutaj w związku z przysłowiem „Czart z babą nie poradzi”, a pokazującej odżywianie jeńców wojennych w obozie niemieckim.

CZELADŹ I GĘSTA STRAWA

pub_51_2011_1_s51__art_main

Różne narody wiadomo rozmaicie jadają, Anglik lub Francuz, zaproszeni na obiad polski, ze zdziwieniem zabierają się do głębokiego talerza zupy, gdy, na odwrót, Polakowi brakuje jej często w obiedzie francuskim czy angielskim. Polak ten, znalazłszy się na południu Rosji, z podobnym zdziwieniem spogląda na ukraiński „borszcz”, nie tylko bardzo gęsty, ale podawany z dodatkowym talerzem jaglanej kaszy. Uderza go natomiast duża ilość chleba, którą Rosjanin jada przy zupie, gdy zaś sam bierze go mało, zdarza mu się usłyszeć: „Mama zawsze mówiła: jedz zupę z chlebem, bo będziesz głodny.” Różne te obyczaje odbiły się, rzecz prosta, również w naszych przysłowiach, protestujących przeciw zupom typu zachodniego, a więc lekkim czy rzadkim. Pod hasłem „Polewka ”, jak brzmi rodzima nazwa zupy, znajdujemy u Adalberga: „Dużo polewki, a mało klusków.” O podawanej w piątki i inne dni postne zupie z ryb, zwanej juchą lub juszką, już Rysiński zapisał: „Bardziej juszno niżli rybno”, co Adalberg umieścił pod hasłem „Juszno ” NKPP „Ryba ”, gdy wariant: „Choć nie rybno, ale juszno”, znalazł się pod „Rybno,” NKPP „Ryba ”, i dodał do tego: „Ryb pięcioro, a zupy jezioro” „Ryba ss”.

O CZECHU

timthumb

Dwa przysłowia Rysińskiego: „Co za Czech słowo trzymać?” „Umkni, czechu, siłaś stawił?!”, Adalberg zaopatrzył dużym komentarzem, w którym zajął się ich objaśnianiem przez Darowskiego. Darowski mianowicie obydwa wywodził od monety „czechem zwanej” i drugie oddawał przez: mówiło się, „jeśli ktoś odważywszy się na niewiele i od tego chciał odstąpić”. Adalberg tylko to drugie wyjaśnienie uznał za trafne, pierwsze zaś odrzucił, powołując się na Reja i jego uwagi o solidności czeskiej, nakazującej dotrzymywanie słowa: Toteż osobną sztukę iście w sobie mają, Iż słowo radzi dzierżą, gdy co przyrzekają. Pirwej gdy co zacnego i w Polszczę zmawiano, Tedy to czeskim słowem zdzierżeć obiecano oraz na Gilowskiego, który w swym Wykładzie katechizmu napisał na temat omawianego przysłowia, co następuje: „Zginęło już słowo szlacheckie i już dziś niektórzy mówią: Azażem ja Czech słowo trzymać? Nie Czech tylko to powinien, ale każdy człowiek, bo to każdemu Pan Bóg przykazał.” Sprawa zatem jest jasna, można więc przejść do czecha, inaczej czeskiego, niegdyś sześciogroszówki, której nazwa, „szóstka”, jeszcze do dzisiaj u nas żyje. Przede wszystkim więc Adalberg przedrukował je błędnie „Umknij, czechu, siłaż stawił”, u Rysińskiego bowiem w wydaniach i czytamy: „Umknij, czechu, siłaś stawił!?”, co znaczy: usuń się ruszaj, z drogi, czechu, ileś postawił? Przysłowie zatem wyszło z języka kosterskiego, miłośników hazardu w kości czy karty, gdzie było wyrazem lekceważenia dla gracza, który usiłował stawiać czy nawet stawiać się, a nie stać go było na wymaganą stawkę. Odpowiednikiem jego dzisiejszym byłoby jakieś: „ Z czym do gościa!” A to coś zupełnie innego niż pomysł Darowskiego, z uznaniem przyjęty przez Adalberga.

We wszystkich przysłowiach chodzi o sabaty

trudnosci-z-koncentracja

Schadzki, bankiety, sejmiki, zabawy czarownic, przedstawiane w naszych bajkach ludowych tak samo jak w Metamorfozach Apulejusza z II wieku naszej ery. Czarownica, natarłszy się magiczną maścią, ulatuje kominem na osobliwym wierzchowcu, miotle, ożogu, stępie i powtarzając formułkę „Płot nie płot, wieś nie wieś, biesie, nieś!” u Adalberga s. v. „Płot ”, NKPP „Bies ” dociera na szczyt góry, gdzie w towarzystwie innych wiedźm i diabłów oddaje się wszelkiego rodzaju rozpuście. Stąd przysłowie „Gdzie karczma, tam prawie Łysa Góra” znaczy, że każda karczma jest „prawie”, a więc prawdziwym miejscem rozpusty. Uczestniczkami sabatów bywają wedle bajek wiedźmy, w niektórych okolicach Polski zwane „ciotami”. Tworzymir, który w r. zajął się kilku omawianymi tutaj przysłowiami z Wielkopolski, dodał do nich komentarz: Wiara w czarownice jest jeszcze po dziś dzień nader silną. Czarownice jeżdżą co czwartek na Łysą Górę wysmarowawszy się wprzódy jakąś maścią. Łysa Góra atoli nie jest jedna w Polsce; każda okolica zwykle ma swoją łysą górę, gdzie się czarownice zbierają. Jeżdżą też podobno na czarnej świni, która jest diabłem; oprócz tego na miotle czynią powietrzne wycieczki. Jaka by była różnica cioty od czarownicy, dociec tego nie mogłem.

SABATY CZAROWNIC NA ŁYSEJ GÓRZE

z15162587Q

Na różnych miejscach swej Księgi pomieścił Adalberg przysłowia o czarownicach i ich schadzkach, sabatach diabelskich, odbywanych na Łysej Górze. Należą tu: „Diabli księże kucharki po powietrzu noszą” „Ksiądz ,”, co jakoby znaczy, iż niosą księżą gospodynię do piekła; dalej: „Jedźie jak ciota na świni” „Jechać i”; następnie: „Nie wdawaj się z tą kobietą, bo ma kozła w oczach” „Kobieta ”, NKPP „Kozioł ”i wreszcie pod hasłem „Łysa Góra” znajdujemy: „Czarownica z Łysej Góry” i „Wygląda jak czarownica z Łysej Góry”, „Gdzie karczma, tam prawie i Łysa Góra”, „Tak ciemna noc, że czarownice na Łysą Górę nie trafią”; i na koniec: „Woził nas jak diabeł swoją ciotkę po Łysej Górze.” Ponieważ przysłowia te albo nie mają objaśnień, albo objaśnione są błędnie, warto im się przyjrzeć ze stanowiska materiałów rozproszonych po najrozmaitszych pracach demonologicznych, odCzarownicy powołanej z r. poczynając aż po studia ludoznawcze z wieku bieżącego. Cytaty i dane bibliograficzne mnożyć by tu można bez końca, zastąpić je dałoby się jednak choćby przy pomocy wiadomości, które w opisie Poznańskiego zebrał przed laty Kolberg, wyzyskując w tekście, i w przypisach mnóstwo materiału dawniejszego, dobytego z niedostępnych dzisiaj czasopism. Takie uproszczenie dokumentacji jest w tym wypadku zupełnie uzasadnione, wierzenia bowiem demonologiczne, występujące w omawianych przysłowiach, są stare i powszechne, powtarzają się w różnych czasach i różnych krajach z tak nużącą monotonią, że wywody Kolberga zastąpić by można jakimikolwiek innymi; jeśli tutaj do nich właśnie się odwołamy, to po prostu dlatego, że są mało oryginalne, a za to bardzo obfite.