MA WRÓBLE POD CZAPKĄ

Śląskie to przysłowie znaczy, jeśli zawierzyć Adalbergowi s. v. „Czapka ”: „Nikomu się nie kłania, nie zdejmuje czapki przed nikim.” Gdyby to było słuszne, to trzeba by w nim widzieć aluzję do jakiegoś dialogu, w którym pan zapytuje chłopa, czy obawia się, że gdyby zdjął czapkę, wróble by mu spod niej uciekły, a więc coś analogicznego do przysłowia s. v. „Chłop ”: „Skądeś ty, chłopie? Z tej wsi, co nad wodą wisi. A czapka skąd? I czapka stamtąd, dobrodzieju.” Zdaje się jednak, że sprawa jest znacznie prostsza. U Adalberga pod hasłem „Głowa g_U _” znajdujemy całą szpaltę, pół kopy przysłów na temat tego, co można mieć w głowie; są tu okazy botaniczne, zoologiczne i wytwory rąk ludzkich; w zakresie zoologii są ssaki zajączki, ptaki wróble, ryby kiełbie, owady muchy. Tego najzupełniej wystarczy, by „wróble pod czapką” uznać za synonim „wróbli w głowie”.
Jak zaś łatwo „głowę” metonimicznie zastąpić tu można czymś innym, dowodzi koncept Sienkiewicza w Potopie, gdzie po bitwie pod Warką czytamy taki oto dwugłos „dziobatego” Czarnieckiego i Zagłoby, powiadającego, że nie jest kurkiem na kościele.

CYNAMON I MIESZEK FORTUNATÓW

U Adalberga cynamon występuje kilkakrotnie, a więc: „Cynamonem w piecu pali”, „Drogie jak cynamon”, „Drewka jak cynamonik”. Przysłowie pierwsze s. v. „Cynamon” ma objaśnienie, iż dotyczy ono człowieka niezmiernie bogatego, co jak się przekonamy niekoniecznie jest trafne, przysłowie zaś trzecie s. v. „Drzewo S ” skomentowane zostało: „tj. bardzo cienkie”, co również budzi wątpliwości, może ono bowiem znaczyć, iż drewka są zbyt drogie, zgodnie z przysłowiem środkowym, podanym pod hasłem „Drogie ”. Wszystkie trzy przysłowia sprowadzają się do podkreślenia faktu, iż cynamon to artykuł bardzo kosztowny. Odbijają one szczegół doskonale znany historii naszego obyczaju, mianowicie sprawę importu drogich „towarów korzennych”, inaczej „korzeni”, na które, jako na rzeczy luksusowe, nieraz narzekali satyrycy i moraliści w. XVI. Ze stanowiska historii rzecz tę, wspomnianą mimochodem przez Kitowicza S jasno postawi! Wł. Łoziński w swej nieocenionej książce Zycie polskie w dawnych wiekach. Uderzającą właściwością starożytnej kuchni polskiej czytamy tam było używanie korzeni do wszystkiego i w wielkich ilościach: imbir, szafran, musz- katel, pieprz, goździki, bobki wawrzynowe, cynamon itp. stanowiły główną przyprawę i bardziej były potrzebne niż cukier, dawnymi czasy bardzo drogi na klucz zamykany, jak się to zaznaczyło nawet w przysłowiu: „Król wielki pan, a łyżkami cukru nie jada.”

CYGANOWI SZPERKA, A GAZDOWI KAPUSTA

Przysłowie śląskie, zapisane przez A. Cinciałę Adalberg „Cygan ”, jest aluzją do jakiejś anegdoty ludowej, w której sprytny robotnik, Cygan lub parobek, robi durniem nierozgarniętego a skąpego gospodarza. Anegdoty tej nie znamy, wyrobić sobie jednak możemy jej wcale dokładne wyobrażenie na podstawie dwu innych, bliskich jej humoresek ludowych. W jednej z nich pomysłowy parobek zagarnia sobie w misie, wspólnej dla wszystkich uczestników posiłku, kaszę okraszoną „szwedami”, skwarkami z słoniny czy szper- ki, gospodarzom pozostawiając kaszę chudą. Robi to opowiadając o Szwedach i ilustrując swój wywód przesuwaniem skwarków w swą stronę. W innej Cygan, który z garnka w kuchni plebańskiej wyjadł mięso, spowiada się proboszczowi, iż z jego kapusty wypędził świnię; spowiednik, nie rozumiejąc kawału, chwali penitenta. Jakaś facecja tego pokroju musiała być znana na Śląsku Cieszyńskim, gdzie w górach Cyganów zawsze bywało sporo, tak że w folklorze spotyka się ich wcale często.

WZROK BAZYLISZKA

Tak brzmieć mógłby klasyczny przykład hasła, które u Adalberga wypadło niezbyt wyraziście, a które i w Słowniku warszawskim brzmi dosyć niejasno. Chodzi tu zaś o wyrażenie niewątpliwie przysłowiowe i stare, w innych językach rzadko zresztą spotykane. Być może, iż jego źródłem podstawowym była jedna z najgłośniejszych powieści średniowiecznych, Historia Alexandri Magni de proeliis, u nas w rękopisach łacińskich spotykana już w wieku XIV, przełożona na język polski w r. , ponownie w r. , przy czym wydanie to przedrukowywano nieskończoną ilość razy aż po schyłek w. XVIII. Połowę jej stanowi opis fantastycznej wyprawy Aleksandra Wielkiego na podbój Indyj, wypełniony nadludzkimi czynami młodego króla, który w najtrudniejszych sytuacjach nie traci głowy i ratuje siebie oraz swe wojsko z najgroźniejszych opałów. Jeden z jej rozdziałów ma tytuł: Jako Aleksander wszedł w padół ciemny, a tam nalazł bazyliszka. Chodzi tu o chwilę przełomową, tuż przed odwrotem, gdy armia macedońska maszeruje przez niedostępne góry: … zasię osmego dnia nadjechali bazyliszka barzo okrutnego, zastarzałego niewymownie smrodliwego, który był takowego jadu, iż nie tylko smrodem swym, ale też i wzrokiem, jako nadalej mógł zajrzeć, powietrze zarażał. A tak gdy Macedonowie i Persowie miejsce ono, gdzie smok leżał, przechodzili, tylko od samego wzroku jego padali umarli.

Bierz mój chleb

Na zakończenie dorzućmy, iż przysłowie: „Nie rób Bartka z chle- ba” s. v. „Bartłomiej ”, przez Adalberga zaopatrzone komentarzem: „kraj chleb porządnie”, ma nieco inny odcień znaczeniowy; jest ono przestrogą pod adresem dzieci odrywających smaczną, wypieczoną skórkę, a pozostawiających zakalcowatą ośródkę, chodzi więc tutaj o obdzieranie ze skóry.
W rękopisach w. XVII, wypełnionych anegdotami, jedna dotyczy tej właśnie sprawy, a zarazem podaje łacińskie źródło przysłowia. Jeden zaprosiwszy do siebie poeta na traktament drugiego, a gdy przy stole siedzący począł mu chleb obrzynać, on mu dowcipnie tak wierszem powiedział, gdy mu się to nie zdało. Częstując, aby jadł, rzekł: Panem sume meum, Sed non fac Bartholomeum!

Język wojskowy

Nasuwa się więc przypuszczenie, iż zdanie przytoczone przez Rysińskiego wśród przysłów, i zapewne żywe w jego czasach, zrodziło się nie w języku stajennym, lecz wojskowym i dotyczyło nie barku-orczyka, lecz barku-pleca ramienia. Gdy zaś w ten sposób pojmiemy jego pochodzenie i zważymy na charakter jego wtórny, przysłowiowy, to trzeba będzie odrzucić podane poprzednio jego rzekome znaczenia, za właściwe zaś uznać coś innego, czego jednak ustalić niepodobna do chwili, gdy znajdziemy inkryminowany zwrot w odpowiednim kontekście. Może on znaczyć: godzić w miejsce najsłabsze czy najniebezpieczniejsze, albo też: godzić podstępnie czy może celnie. W każdym razie ostrzega on przed przeciwnikiem niebezpiecznym, którego strzec się należy.

ŚWIĘTA BARBARA

„Barbara święta o wodnych pamięta” Adalberg s. v. „Barbara św. ”, przysłowie, które dzisiaj brzmi nieco zagadkowo, tym bardziej, iż „św. Barburka” jest przecież patronką górniczą, było zupełnie zrozumiałe dla człowieka dawnych stuleci. Już przecież w Źwierciadle Reja czytamy: „Już się marynarz z świętą Barbarką puści na srogości morskie, chociaj wie, że ich tam ustawicznie wiele tonie.” Święta bowiem była patronką ludzi „wodnych”, marynarzy, flisaków i rybaków. Od Gołębiowskiego wiemy, iż z tego tytułu czczona była w Warszawie nad Wisłą. W kościele Panny Marii na Nowym Mieście w Warszawie w ten dzień [ grudnia] bywa nabożeństwo rybaków. W dawnym kalendarzyku saskim jest napisano, że kiedy August II w Polszczę panował, rybacy na świętą Barbarę w kościele pomienionym z całymi rodzinami i czeladzią zwykli na rannym
wieczornym znajdować się nabożeństwie; po którym rozdają ubogim ryby jako jałmużnę. Nie wiadomo, kiedy ten zwyczaj ustał. A w starej pieśni flisackiej z w. XVII jest wezwanie: „A ty, miła święta Barbarko, wynieś ich, gdzie miałko” tj. płytko. Być może, iż tę to właśnie pieśń wspomina S. F. Klonowie w swym Flisie w. , gdy mówiąc o wsi Sarkawicach, gdzie był kościół pod wezwaniem Św. Barbary, dodaje, iż pieśni o tej patronce „mądry retman” uczył fryców. W języku śladem owego patronowania było nazywanie „barbarą” liny, na której prom chodzi, a od której zależy bezpieczeństwo przeprawy.

Pałac książąt mazowieckich

Ale to bynajmniej nie wszystko. Istnieje u nas bajka przybierająca w Warszawie i Krakowie charakter podania, związanego zarówno z pałacem książąt mazowieckich, jak z kościołem Św. Benedykta. Bohaterką jej jest dziewczyna, księżniczka, zaklęta w postaci bądź czarnej królewny, bądź złotej kaczki. Wybawienia jej podejmuje się młodzieniec, nie umie jednak dotrzymać warunku, który mu postawiono, i z zadania się nie wywiązuje. Motyw ostatni przewija się również w Banialuce, bajce, którą wierszem opracował u nas po raz pierwszy Jarosz Morsztyn ok. r. . Pełny tytuł tej „powieści”, drukowanej od r. w zbiorku Antypasty małżeńskie, brzmi: Historia ucieszna o zacnej królewnie Banialuce wschodniej krainy. Treścią jej, stanowiącą swoistą odmianę „Urvasi”, są przygody młodzieńca, który poznaje na łowach zagadkową pannę, wskutek lekkomyślności traci ją, wyrusza na poszukiwanie i przy pomocy zwierząt, ptaków i wiatrów odnajduje ją w tajemniczym pałacu, służy w przebraniu i daje się poznać w czasie jej ślubu z innym pretendentem do jej ręki. Pochodzenia Banialuki dotąd wyjaśnić nie umiemy. Źródłem jej może być bajka łacińska, włoska lub polska.

Jak Niemcy w Gdańsku szprechają

W wieku zaś XX, w powieści Miecz i łokieć W. Gomulickie- go , spotykamy je w brzmieniu niemieckim „jak Niemcy w Gdańsku szprechają”, powtórzonym zapewne za Adalbergowskim cytatem z Korczewskiego. Z innych przysłów Adamowych najczęściej powtarzane mówi
o „Starym Adamie” w znaczeniu skażonej przez grzech natury ludzkiej. Smith jako źródło tej formułki teologicznej przytacza Sido- niusa Apollinaris z połowy wieku V n. e. „Veteremque novus… Adam”. Słuszniej byłoby tu odwołać się do kogoś dawniejszego, by wyjaśnić powszechność formuły. Tym kimś jest Apostoł Paweł, który w swych listach przeciwstawia „pierwszego Adama” i „pośledniego Adama”, a więc Adama i Chrystusa Kor. ,. Dzięki temu autorytetowi zwrot wymieniony stał się przysłowiem biblijnym. Inaczej ma się rzecz z przysłowiem zanotowanym w zabawny sposób przez Knapskiego, u Adalberga zaś podanym w postaci „Jak na Jadama nań”. U Knapskiego czytamy: „Jak na osła nań na Boga, na Jadama, na czarta, na szczęście etc. ludzie przypadki rozmaite pospolicie składają.” Skąd w gronie tym znalazł się Adam, wyjaśnia stara literatura komiczna, zarówno łacińska, jak polska. Łacińska tedy, począwszy od wieku XII, powtarza facecję o żaku, pustelniku, kobiecie, oskarżających ojca rodzaju ludzkiego, iż nie umiał oprzeć się pokusie.

ABRAHAM, JEGO ŁONO I PIWO

Jako trzecie z kolei występuje w Księdze przysłów polskich Adalberga i jej reedycji hasło „Abraham”, obejmujące trzy pozycje: „O włosek nie poszedł do Abrahama” z końca w. XVII, „Poszedł przed Abrahama” z drugiej połowy w. XVI oraz „Powędrował na kwaśne piwko do Abramka” bez daty, ale niewątpliwie z w. XIX. Wszystkie te trzy przysłowia znaczą jedno i to samo: pójść do czy przed Abrahama jest przysłowiowym określeniem śmierci, znaczy umrzeć. Skąd i dlaczego? Odpowiedź jest prosta, choć niekoniecznie oczywista. Na ogół bowiem nie zdajemy sobie sprawy z faktu powszechnie znanego, iż historia literatury każdego niemal kraju w Europie rozpoczyna się od przekładu Biblii. Tego więc zespołu ksiąg, zwanych Pismem Świętym, które od lat tysiąca wsiąkały w kultury, języki i literatury ludów europejskich najrozmaitszymi drogami i pozostawiły w nich, bo nie pozostawić nie mogły, osad głęboki i trwały. Że zaś tak było istotnie, wystarczy odwołać się do stosunków w świecie słowiańskim i polskim. Najdawniejsze zabytki słowiańskie to teksty biblijne „staro-cerkiew- no-słowiańskie”, jak je nazywamy, najdawniejsze zaś zabytki w języku polskim to psałterz królowej Jadwigi z końca w. XIV, zwany Psałterzem floriańskim, oraz o pół wieku późniejsza Biblia królowej Zofii. Może się nam to podobać lub nie, faktów historycznych odmienić nie możemy.

CZĘSTOWAŁ GO, AŻ NIE TRAFIŁ DO DRZWI

images (1)

Wypadek pierwszy, „Częstował go, aż nie trafił do domu”, nie nastręcza żadnych trudności. Ilustruje go anegdota o Koźle, który do swej „gospody” trafić nie mógł, gdy wracał zalany od kogoś z przyjaciół, wierszem uwieczniona przez Kochanowskiego, prozą przez Górnickiego. Chodzi tu o upicie gościa do utraty przytomności. Wypadek drugi jest nieco inny, można go uznać za naprawdę ironiczny. Tuż po „Częstował go, aż nie trafił do drzwi” Adalberg podaje „Częstowano go głową o stół”. Mniej salonowa odmiana tego przysłowia brzmi: „Częstowano go dupą o ławę”, a więc pozwolono komuś siedzieć, ale na tym się skończyło, przyjęto go „urzędowo”, chłodno, i sprawy jego nie załatwiono pomyślnie. Częstowano go „głową o stół” to sytuacja gorsza. Obito go czy znęcano się nad nim. „Częstował go, aż nie trafił do drzwi” to dalszy czy wyższy stopień złego przyjęcia. Gość czy przybysz dostaje takie cięgi, iż do drzwi trafić nie może. O co tu chodzi, zademonstrować można na… Potopie, powieści, której autor życie staropolskie znał na wylot czy przynajmniej odgadywał genialnie. W karczmie podlaskiej, a więc miejscu powołanym do „częstowania”, dochodzi do bójki między ludźmi Kmicica a podjazdem wysłanym przez Wołodyjowskiego. „Wtem przez drzwi wywalone uskoczyli naprzód Rzędzianowi, za nimi laudańscy, za nimi Kmicicowi.” Drzwi karczmy stają się centrum zainteresowań. Że zaś Sienkiewicz znakomicie uchwycił typowy rys dawnego życia, dowodzi Tragedia o polskim Scilurusie Jana Jurkowskiego . W ujętym metodą konceptów sowiźrzalskich monologu Wielkiego Chwała, karczemnego awanturnika, czytamy o nim jako o „zawodniku”, szukającym mety w drzwiach właśnie: Ja zawodnik tak rączy wprzód nie dam żadnemu, A więc ciasno jest w bitwie do drzwi leniwemu.

CZĘSTOWAĆ SIĘ CEREMONIOWAĆ SIĘ

images (2)

Adalberg przytoczył za Knapiuszem dwa przysłowia: „Częstują się jak N. N. do wieże” i „Częstują się jak N. N. z wieże”, zaopatrując je w objaśnienia niekoniecznie trafne, a nie wskazując, iż „częstować się” znaczy tyle, co ceremoniować się przy wejściu, ustępować pierwszeństwa. Jak świadczy wstawienie liter N. N., przysłowie już w początkach wieku XVII było, by tak rzec, ruchome, dopuszczało podawanie różnych nazwisk w różnych okolicach, co dowodziłoby upowszechnienia anegdoty, z której niewątpliwie wyrosło. Rozumiał to widocznie już Knapiusz, który przy pierwszym dał taką oto uwagę: Ironicznie Jakub Pontanus powiada z historii Urbino o tych, którzy chytrze i podstępnie udają uszanowanie dla kogoś: Gdy książę kazał trębaczowi, by pierwszy wszedł do wody rwącej i pełnej wirów, ten z udanym szacunkiem odpowiedział: Nie pokaże się, bym ja, chodzący zwykle za panem, tutaj miał po prostacku iść przed nim. Żera zaś, w wieku XVIII, zapisał anegdotę rzekomo rodzimą i rzekomo historyczną o braciach Skarżyńskich. Imć panowie Skarżyńscy, bracia rodzeni, mieli raz krwawą przygodę na sejmiku łomzieńskim, za którą trybunał skazał obu na trzydniową wieżę. Ano tedy poszli sami na zamek łomzieński do onej wieży jako szlachta. Aleści młodszy, końcem [celem] uszanowania starszeństwa wieku, nie chciał wejść tam pierwszy przed bratem starszym, starszy zaś miał urząd ziemski niższy od brata młodszego, więc znowu dla tej przyczyny wejść pierwszy do wieży nie chciał. I tak długo się z sobą certowali, aż w końcu wziąwszy się pod ręce weszli społem. A że śmiechu było przy tym dosyć, więc pozostało takie przysłowie w ziemi łomzieńskiej, gdy kto nazbyt wielkie czyni przy wejściu ceregiele.

Piosenka to głośna

images (3)

Ona przecież dała Paskowi bezpośredni powód do szpetnej awantury w Miławczycach, gdy porozbijał on i posiekł gości, którzy natrząsali się z jego mazowieckiego pochodzenia. Bójka zaczęła się w chwili, gdy jeden z nich zaśpiewał dalszą zwrotkę o Mazurach, co „po jaglanej kaszy słone wąsy mają, w piwie je maczają”. Było to w r. , piosenka więc żyła długo i cieszyła się popularnością wśród szlachty małopolskiej. Czy jednak zarówno z niej, jak z przysłowia, które z niej się wywodzi, wolno wnioskować, że piwo czerskie było złe? Oczywiście, że nie. Zarówno dlatego, że upadek tej mieściny mazowieckiej datuje się od najazdu szwedzkiego, jak i dlatego, że wedle świadectwa Potockiego piwo czerskie i później uchodziło za dobre. Źródła dyskryminacji więc ulubionego napoju mazurskiego szukać należy gdzie indziej. W samej mianowicie śpiewce i jej charakterze. Piwsko tedy jest złe, bo ludzie się nim upijają, przede wszystkim jednak dlatego, że jest mazurskie. Piosenka przecież w czambuł gani wszystko, co jest mazowieckie, strój, broń, obyczaje, jadło i napoje. Celem jej nie opis Mazurów, lecz drwiny z nich. A tego prostego faktu nikt z naszych przysłowioznawców dostrzec i zrozumieć nie umiał. Związek piwa czerskiego z pieśnią ludową nie ogranicza się jednak tylko do Kiermaszu wieśniackiego, jak i drwiny z Mazurów nie zamykają się w wieku XVII. Oto bowiem na schyłku w. XIX Zygmunt Gloger przypomniał inną, niewątpliwie starą pieśń: Owo ja Mazur szumno-bo- gaty. Jedna z jej zwrotek nawiązuje do spraw, o których się tu mówiło: Mam i szabelkę ostro toczoną, W kilku potrzebach już wyszczerbioną, Nierazem ja nią wywijał, Jakem się z chłopami bijał W Czersku na piwsku.

CZERSK

images

Zwrot przysłowiowy „W Czersku na złym piwsku” Adalberg s. v. „Czersk” podał z uwagą T. Lipińskiego, iż jest to cytat „z wiersza [!] Kiermasz wieśniacki, druk. około połowy [!] w. XVII”, i powstać musiał w okresie upadku miasteczka, które słynęło kiedyś z dobrego piwa, jak dowodzi jego pochwała u Wacława Potockiego. Adalberg nie zauważył widocznie, iż mylne te informacje sprostował już Darowski S być zresztą może, iż zniechęciło go mętne a kłótliwe ujęcie tego sprostowania. W rezultacie więc przyjmując, iż Lipiński nie orientował się ani w sensie, ani w wieku przysłowia, i nie poprzestając na wywodzie Darowskiego, powiedzieć trzeba, skąd przysłowie się wzięło jaki był jego sens istotny. W zbiorku Kiermasz wieśniacki, drukowanym w latach , pełnym fraszek i piosenek podrwiwających z Mazurów, znajdujemy piosenkę: Mazurowe mili, Gdzieście się popili: W Warce na gorzałce, W Czersku na złym piwsku?

MAŁA CZERNIUCHA

literatura

W noweli E. Orzeszkowej W zimowy wieczór na wieczornicy we wsi białoruskiej uczestnicy zabawiają się rozwiązywaniem zagadek. Najwięcej uciechy budzi następująca: Maleókaja, czornieńkaja, Wsiu kołodu woroczaje. „Oj, kab ty skis z zagadką taką! woła dziewczyna. Oj, nie raz nie dwa słyszała ja już tę zagadkę! Toż to pchła.” Zagadkę tę znamy również ze zbiorów polskich. U Glogera brzmi ona: „Maluśkie, czarniuśkie, dużym drzewem rusza.”  Adalberg wprowadził ją między przysłowia w postaci: „Mała czemiucha wielką kłodę rucha.” Czy słusznie? Chyba tak tekst jego bowiem odpowiada wszystkim warunkom, które stawiamy przysłowiu, funkcyjnie zaś da się zastosować nie tylko do pchły i człowieka. tym właśnie tłumaczyłoby się przekształcenie zagadki w przysłowie.

Sens przysłowia

pobrane

W świetle uwag dotychczasowych właściwego sensu nabierają przysłowia podane pod hasłami „Gąszcz t ” i „Warza t”, choć właściwsza byłaby „Czeladź”, co zastosowała Nowa księga przysłów polskich „Czeladź ”; „Gąszcz czeladzi nie odstraszy” znaczy przecież dokładnie to samo, co „Gęsta warza czeladzi nie odstraszy”, a czemu wtóruje „Gąszcz dzieci nie rozpędza” Adalberg s. v. „Gąszcz ”, NKPP „Dziecko ”. O co tu idzie, nie ma potrzeby wyjaśniać, zwłaszcza gdy się pamięta oszczędnościowy wynalazek okupacyjny, zwany Eintopfgericht, gęstą paćkę, mającą zastąpić obiad z kilku dań. Można by się nadto odwołać do przezabawnej humoreski St. Zielińskiego Dno miski, przypomnianej tutaj w związku z przysłowiem „Czart z babą nie poradzi”, a pokazującej odżywianie jeńców wojennych w obozie niemieckim.

CZELADŹ I GĘSTA STRAWA

pub_51_2011_1_s51__art_main

Różne narody wiadomo rozmaicie jadają, Anglik lub Francuz, zaproszeni na obiad polski, ze zdziwieniem zabierają się do głębokiego talerza zupy, gdy, na odwrót, Polakowi brakuje jej często w obiedzie francuskim czy angielskim. Polak ten, znalazłszy się na południu Rosji, z podobnym zdziwieniem spogląda na ukraiński „borszcz”, nie tylko bardzo gęsty, ale podawany z dodatkowym talerzem jaglanej kaszy. Uderza go natomiast duża ilość chleba, którą Rosjanin jada przy zupie, gdy zaś sam bierze go mało, zdarza mu się usłyszeć: „Mama zawsze mówiła: jedz zupę z chlebem, bo będziesz głodny.” Różne te obyczaje odbiły się, rzecz prosta, również w naszych przysłowiach, protestujących przeciw zupom typu zachodniego, a więc lekkim czy rzadkim. Pod hasłem „Polewka ”, jak brzmi rodzima nazwa zupy, znajdujemy u Adalberga: „Dużo polewki, a mało klusków.” O podawanej w piątki i inne dni postne zupie z ryb, zwanej juchą lub juszką, już Rysiński zapisał: „Bardziej juszno niżli rybno”, co Adalberg umieścił pod hasłem „Juszno ” NKPP „Ryba ”, gdy wariant: „Choć nie rybno, ale juszno”, znalazł się pod „Rybno,” NKPP „Ryba ”, i dodał do tego: „Ryb pięcioro, a zupy jezioro” „Ryba ss”.

O CZECHU

timthumb

Dwa przysłowia Rysińskiego: „Co za Czech słowo trzymać?” „Umkni, czechu, siłaś stawił?!”, Adalberg zaopatrzył dużym komentarzem, w którym zajął się ich objaśnianiem przez Darowskiego. Darowski mianowicie obydwa wywodził od monety „czechem zwanej” i drugie oddawał przez: mówiło się, „jeśli ktoś odważywszy się na niewiele i od tego chciał odstąpić”. Adalberg tylko to drugie wyjaśnienie uznał za trafne, pierwsze zaś odrzucił, powołując się na Reja i jego uwagi o solidności czeskiej, nakazującej dotrzymywanie słowa: Toteż osobną sztukę iście w sobie mają, Iż słowo radzi dzierżą, gdy co przyrzekają. Pirwej gdy co zacnego i w Polszczę zmawiano, Tedy to czeskim słowem zdzierżeć obiecano oraz na Gilowskiego, który w swym Wykładzie katechizmu napisał na temat omawianego przysłowia, co następuje: „Zginęło już słowo szlacheckie i już dziś niektórzy mówią: Azażem ja Czech słowo trzymać? Nie Czech tylko to powinien, ale każdy człowiek, bo to każdemu Pan Bóg przykazał.” Sprawa zatem jest jasna, można więc przejść do czecha, inaczej czeskiego, niegdyś sześciogroszówki, której nazwa, „szóstka”, jeszcze do dzisiaj u nas żyje. Przede wszystkim więc Adalberg przedrukował je błędnie „Umknij, czechu, siłaż stawił”, u Rysińskiego bowiem w wydaniach i czytamy: „Umknij, czechu, siłaś stawił!?”, co znaczy: usuń się ruszaj, z drogi, czechu, ileś postawił? Przysłowie zatem wyszło z języka kosterskiego, miłośników hazardu w kości czy karty, gdzie było wyrazem lekceważenia dla gracza, który usiłował stawiać czy nawet stawiać się, a nie stać go było na wymaganą stawkę. Odpowiednikiem jego dzisiejszym byłoby jakieś: „ Z czym do gościa!” A to coś zupełnie innego niż pomysł Darowskiego, z uznaniem przyjęty przez Adalberga.

We wszystkich przysłowiach chodzi o sabaty

trudnosci-z-koncentracja

Schadzki, bankiety, sejmiki, zabawy czarownic, przedstawiane w naszych bajkach ludowych tak samo jak w Metamorfozach Apulejusza z II wieku naszej ery. Czarownica, natarłszy się magiczną maścią, ulatuje kominem na osobliwym wierzchowcu, miotle, ożogu, stępie i powtarzając formułkę „Płot nie płot, wieś nie wieś, biesie, nieś!” u Adalberga s. v. „Płot ”, NKPP „Bies ” dociera na szczyt góry, gdzie w towarzystwie innych wiedźm i diabłów oddaje się wszelkiego rodzaju rozpuście. Stąd przysłowie „Gdzie karczma, tam prawie Łysa Góra” znaczy, że każda karczma jest „prawie”, a więc prawdziwym miejscem rozpusty. Uczestniczkami sabatów bywają wedle bajek wiedźmy, w niektórych okolicach Polski zwane „ciotami”. Tworzymir, który w r. zajął się kilku omawianymi tutaj przysłowiami z Wielkopolski, dodał do nich komentarz: Wiara w czarownice jest jeszcze po dziś dzień nader silną. Czarownice jeżdżą co czwartek na Łysą Górę wysmarowawszy się wprzódy jakąś maścią. Łysa Góra atoli nie jest jedna w Polsce; każda okolica zwykle ma swoją łysą górę, gdzie się czarownice zbierają. Jeżdżą też podobno na czarnej świni, która jest diabłem; oprócz tego na miotle czynią powietrzne wycieczki. Jaka by była różnica cioty od czarownicy, dociec tego nie mogłem.

SABATY CZAROWNIC NA ŁYSEJ GÓRZE

z15162587Q

Na różnych miejscach swej Księgi pomieścił Adalberg przysłowia o czarownicach i ich schadzkach, sabatach diabelskich, odbywanych na Łysej Górze. Należą tu: „Diabli księże kucharki po powietrzu noszą” „Ksiądz ,”, co jakoby znaczy, iż niosą księżą gospodynię do piekła; dalej: „Jedźie jak ciota na świni” „Jechać i”; następnie: „Nie wdawaj się z tą kobietą, bo ma kozła w oczach” „Kobieta ”, NKPP „Kozioł ”i wreszcie pod hasłem „Łysa Góra” znajdujemy: „Czarownica z Łysej Góry” i „Wygląda jak czarownica z Łysej Góry”, „Gdzie karczma, tam prawie i Łysa Góra”, „Tak ciemna noc, że czarownice na Łysą Górę nie trafią”; i na koniec: „Woził nas jak diabeł swoją ciotkę po Łysej Górze.” Ponieważ przysłowia te albo nie mają objaśnień, albo objaśnione są błędnie, warto im się przyjrzeć ze stanowiska materiałów rozproszonych po najrozmaitszych pracach demonologicznych, odCzarownicy powołanej z r. poczynając aż po studia ludoznawcze z wieku bieżącego. Cytaty i dane bibliograficzne mnożyć by tu można bez końca, zastąpić je dałoby się jednak choćby przy pomocy wiadomości, które w opisie Poznańskiego zebrał przed laty Kolberg, wyzyskując w tekście, i w przypisach mnóstwo materiału dawniejszego, dobytego z niedostępnych dzisiaj czasopism. Takie uproszczenie dokumentacji jest w tym wypadku zupełnie uzasadnione, wierzenia bowiem demonologiczne, występujące w omawianych przysłowiach, są stare i powszechne, powtarzają się w różnych czasach i różnych krajach z tak nużącą monotonią, że wywody Kolberga zastąpić by można jakimikolwiek innymi; jeśli tutaj do nich właśnie się odwołamy, to po prostu dlatego, że są mało oryginalne, a za to bardzo obfite.