Piosenka to głośna

images (3)

Ona przecież dała Paskowi bezpośredni powód do szpetnej awantury w Miławczycach, gdy porozbijał on i posiekł gości, którzy natrząsali się z jego mazowieckiego pochodzenia. Bójka zaczęła się w chwili, gdy jeden z nich zaśpiewał dalszą zwrotkę o Mazurach, co „po jaglanej kaszy słone wąsy mają, w piwie je maczają”. Było to w r. , piosenka więc żyła długo i cieszyła się popularnością wśród szlachty małopolskiej. Czy jednak zarówno z niej, jak z przysłowia, które z niej się wywodzi, wolno wnioskować, że piwo czerskie było złe? Oczywiście, że nie. Zarówno dlatego, że upadek tej mieściny mazowieckiej datuje się od najazdu szwedzkiego, jak i dlatego, że wedle świadectwa Potockiego piwo czerskie i później uchodziło za dobre. Źródła dyskryminacji więc ulubionego napoju mazurskiego szukać należy gdzie indziej. W samej mianowicie śpiewce i jej charakterze. Piwsko tedy jest złe, bo ludzie się nim upijają, przede wszystkim jednak dlatego, że jest mazurskie. Piosenka przecież w czambuł gani wszystko, co jest mazowieckie, strój, broń, obyczaje, jadło i napoje. Celem jej nie opis Mazurów, lecz drwiny z nich. A tego prostego faktu nikt z naszych przysłowioznawców dostrzec i zrozumieć nie umiał. Związek piwa czerskiego z pieśnią ludową nie ogranicza się jednak tylko do Kiermaszu wieśniackiego, jak i drwiny z Mazurów nie zamykają się w wieku XVII. Oto bowiem na schyłku w. XIX Zygmunt Gloger przypomniał inną, niewątpliwie starą pieśń: Owo ja Mazur szumno-bo- gaty. Jedna z jej zwrotek nawiązuje do spraw, o których się tu mówiło: Mam i szabelkę ostro toczoną, W kilku potrzebach już wyszczerbioną, Nierazem ja nią wywijał, Jakem się z chłopami bijał W Czersku na piwsku.

Sens przysłowia

pobrane

W świetle uwag dotychczasowych właściwego sensu nabierają przysłowia podane pod hasłami „Gąszcz t ” i „Warza t”, choć właściwsza byłaby „Czeladź”, co zastosowała Nowa księga przysłów polskich „Czeladź ”; „Gąszcz czeladzi nie odstraszy” znaczy przecież dokładnie to samo, co „Gęsta warza czeladzi nie odstraszy”, a czemu wtóruje „Gąszcz dzieci nie rozpędza” Adalberg s. v. „Gąszcz ”, NKPP „Dziecko ”. O co tu idzie, nie ma potrzeby wyjaśniać, zwłaszcza gdy się pamięta oszczędnościowy wynalazek okupacyjny, zwany Eintopfgericht, gęstą paćkę, mającą zastąpić obiad z kilku dań. Można by się nadto odwołać do przezabawnej humoreski St. Zielińskiego Dno miski, przypomnianej tutaj w związku z przysłowiem „Czart z babą nie poradzi”, a pokazującej odżywianie jeńców wojennych w obozie niemieckim.

CZELADŹ I GĘSTA STRAWA

pub_51_2011_1_s51__art_main

Różne narody wiadomo rozmaicie jadają, Anglik lub Francuz, zaproszeni na obiad polski, ze zdziwieniem zabierają się do głębokiego talerza zupy, gdy, na odwrót, Polakowi brakuje jej często w obiedzie francuskim czy angielskim. Polak ten, znalazłszy się na południu Rosji, z podobnym zdziwieniem spogląda na ukraiński „borszcz”, nie tylko bardzo gęsty, ale podawany z dodatkowym talerzem jaglanej kaszy. Uderza go natomiast duża ilość chleba, którą Rosjanin jada przy zupie, gdy zaś sam bierze go mało, zdarza mu się usłyszeć: „Mama zawsze mówiła: jedz zupę z chlebem, bo będziesz głodny.” Różne te obyczaje odbiły się, rzecz prosta, również w naszych przysłowiach, protestujących przeciw zupom typu zachodniego, a więc lekkim czy rzadkim. Pod hasłem „Polewka ”, jak brzmi rodzima nazwa zupy, znajdujemy u Adalberga: „Dużo polewki, a mało klusków.” O podawanej w piątki i inne dni postne zupie z ryb, zwanej juchą lub juszką, już Rysiński zapisał: „Bardziej juszno niżli rybno”, co Adalberg umieścił pod hasłem „Juszno ” NKPP „Ryba ”, gdy wariant: „Choć nie rybno, ale juszno”, znalazł się pod „Rybno,” NKPP „Ryba ”, i dodał do tego: „Ryb pięcioro, a zupy jezioro” „Ryba ss”.

SABATY CZAROWNIC NA ŁYSEJ GÓRZE

z15162587Q

Na różnych miejscach swej Księgi pomieścił Adalberg przysłowia o czarownicach i ich schadzkach, sabatach diabelskich, odbywanych na Łysej Górze. Należą tu: „Diabli księże kucharki po powietrzu noszą” „Ksiądz ,”, co jakoby znaczy, iż niosą księżą gospodynię do piekła; dalej: „Jedźie jak ciota na świni” „Jechać i”; następnie: „Nie wdawaj się z tą kobietą, bo ma kozła w oczach” „Kobieta ”, NKPP „Kozioł ”i wreszcie pod hasłem „Łysa Góra” znajdujemy: „Czarownica z Łysej Góry” i „Wygląda jak czarownica z Łysej Góry”, „Gdzie karczma, tam prawie i Łysa Góra”, „Tak ciemna noc, że czarownice na Łysą Górę nie trafią”; i na koniec: „Woził nas jak diabeł swoją ciotkę po Łysej Górze.” Ponieważ przysłowia te albo nie mają objaśnień, albo objaśnione są błędnie, warto im się przyjrzeć ze stanowiska materiałów rozproszonych po najrozmaitszych pracach demonologicznych, odCzarownicy powołanej z r. poczynając aż po studia ludoznawcze z wieku bieżącego. Cytaty i dane bibliograficzne mnożyć by tu można bez końca, zastąpić je dałoby się jednak choćby przy pomocy wiadomości, które w opisie Poznańskiego zebrał przed laty Kolberg, wyzyskując w tekście, i w przypisach mnóstwo materiału dawniejszego, dobytego z niedostępnych dzisiaj czasopism. Takie uproszczenie dokumentacji jest w tym wypadku zupełnie uzasadnione, wierzenia bowiem demonologiczne, występujące w omawianych przysłowiach, są stare i powszechne, powtarzają się w różnych czasach i różnych krajach z tak nużącą monotonią, że wywody Kolberga zastąpić by można jakimikolwiek innymi; jeśli tutaj do nich właśnie się odwołamy, to po prostu dlatego, że są mało oryginalne, a za to bardzo obfite.

Oddawanie dzieci do klasztoru

W wieku XVIII zjawiskiem bardzo pospolitym było oddawanie do klasztoru dzieci ułomnych, zwłaszcza dziewcząt, skazanych na staropanieństwo. O powszechności tego procederu wymownie świadczy protest Ignacego Krasickiego, który sam coś z goryczy przymusu doświadczył, umiał więc wczuć się w sytuację kalek w habitach. „Przymuszonym wokacjom” poświęcił on cały ekskurs na kartach Pana Podstolego. Ledwo pojąć można, jak mogą znajdować się w naturze takowe monstra, które dla dogodzenia chciwości swojej lub zbytecznemu do jednego dziecięcia przywiązaniu resztę wpychają do klasztorów, nie czekając częstokroć w tych opłakanych ofiarach zdolnych lat do poznania tego, co czynią. Niektórzy rodzice, dlatego że dzieci ułomne, wyłączają je z towarzystwa świeckiego, na fundamencie fałszywego nabożeństwa odrzutki płodności swojej dają Panu Bogu na ofiarę. Na serca, prawda, nie na powierzchowność Pan  patrzy, ułomność w oczach jego odrazy nie ma, ale dobrowolnych chce ofiar, gwałtem się brzydzi. Że dziecko powierzchownie natura upośledziła, nie idzie za tym, żeby je z towarzystwa cywilnego wyłączać. Widziemy częstokroć, iż gdy z jednej strony przyrodzenie zdaje się krzywdzić, nadgradza z drugiej sowicie. Nasz król Łokietek umiał dobrze wspaniałością umysłu wetować szczupłość postaci swojej. >
Człowiek szpetny albo kaleka mimo miłości własnej czuje, w czym jest upośledzony; taż sama miłość własna, obrażona w jednym punkcie, nagli go ustawicznie, żeby to upośledzenie jakimkolwiek sposobem wetował. Udaje się więc do kunsztów, do nauk, i kto wie, czy nie tej skrytej pobudce winien świat Sokratesów, Epiktetów, Ezopów.

Ezop był książką bardzo popularną

Niejedna z bajek w nim spotykanych poszła w przysłowie, które zresztą, podobnie jak bajkę, przypowieścią u nas zwano, nic więc dziwnego, iż tą drogą upowszechniła się u nas przygoda bobra. Tym bardziej, że powtarzali ją przyrodnicy, jak Marcin z Urzędowa w swym Herbarzu polskim, wydanym wprawdzie dopiero w r. , ale napisanym o pół wieku wcześniej, lub Marcin Siennik, który w Lekarstwach doświadczonych, anegdoty wprawdzie nie przytoczył, ale ją poniekąd potwierdził. W takich warunkach nie dziwi fraszka Kochanowskiego Do doktora, dowodząca, iż poeta albo sam był facecjonistą, którego w towarzystwie nagabywano, by opowiadał kawały, albo też, co mniej prawdopodobne, iż na poczekaniu improwizował wesołe fraszki wierszem.
Nie mam ci zacz dziękować, mój miły doktorze, Żeś mię samego z gośćmi zostawił w komorze,
Bom się im żadną miarą nie mógł wykuglować, Musiałem się, jako bóbr, jajcy odkupować.
Nie mamy wprawdzie pewności, czy fraszka jest aluzją do facecji Ezo- powej, czy też cytuje przysłowie. W wypadku pierwszym Kochanowskiemu trzeba by było przyznać autorstwo przysłowia, co ze względu na popularność Fraszek nie byłoby dziwne. Szeroka jednak znajomość Ezopa pozwala przyjąć, iż poeta wyzyskał tutaj gotowe, sformowane przysłowie. Jak zaś było ono powszechne, przekonywa o stulecie późniejsza sielanka Zimorowica Burda ruska, gdzie o oblężeniu Lwowa przez Chmielnickiego czytamy: Nie dosyć było cerkwie przedmiejskie im złupić, Że się każda musiała jako bóbr okupić, Którakolwiek zostawać nie chciała popiołem…

Dzieci podrzucone przez boginki

Informacja to cenna nie tylko dla swej autentyczności, ale również jako wiadomość pozwalająca zrozumieć przysłowie o odmienieniu przez boginki. Za dzieci podrzucone przez boginki, a więc rzekome podrzutki, zwane boginiakami, odmieńcami, w gwarach śląskich pod- ciepami lub podciepkami, uchodziły dzieci chorowite i wskutek tego krzykliwe, nieraz osobniki anormalne, niedorozwinięte, materiał na „sietniaków”, jak na Podhalu nazywa się idiotów. Kobiety wiejskie, pozbawione pomocy lekarskiej, idące co najwyżej za wskazówkami „bab” i znachorek, zalecających rózgi jako środek leczniczy, zaskoczone przewlekłą chorobą dziecka, kapryśnego i krzyczącego, lamentowały: „Czy cię boginki odmieniły?”, nie umiały bowiem wyjaśnić sobie przyczyn nagłej zmiany. Atmosferę takich sytuacyj doskonale uchwyciła i odtworzyła taka znawczyni życia chłopskiego, jak Maria Konopnicka, gdy do swej opowieści O krasnoludkach i sierotce Marysi , opartej zresztą na niemieckiej książeczce o krasnoludkach, wplotła barwny epizod
o podrzuconym do chaty wiejskiej Podziomku.

BERNARDYN KWESTARZ

Pod niewłaściwym hasłem „Ciągnąć ” umieszczone jest w Adalber- gu przysłowie „Ciągnie się jak bernardyn po kweście”. Nie byłoby powodu zajmować się nim tutaj, gdyby nie okoliczność, że ma ono u nas krewniaków, i to nie byle jakich, w literaturze, przy czym w wypadku najgłośniejszym cecłjy typowe zjawiska, o które w przysłowiu idzie, przesłonięte są przez sprawy inne, donioślejsze, tak że nie zwracają na siebie uwagi, autor bowiem, dla którego sprawa kwestarza była czymś doskonale znanym, nie przypuszczał, że z biegiem lat przejdzie ona w dziedzinę archeologii kulturalnej będzie wymagała komentarza. Mowa tu oczywiście o Panu Tadeuszu, w którym „wjazd księdza kwestarza” jest przecież momentem rozstrzygającym, ale rola księdza Jacka jest tak doniosła, że czytelnik na człowieku i jego postępkach, nie na jego szacie czy masce, skupia uwagę. Jak duże zaś znaczenie do tej szaty przywiązywał sam poeta, wskazuje nie tylko kulminacyjna scena wjazdu, ale również scena „dyplomatyki” kwestarskiej w karczmie, urozmaicona lokalnymi przysłowiami, dowodzącymi, jak mile widzianym w zaściankach gościem bywał kwe- starz.
Wszakże na Litwie stare powiada przysłowie: Szczęśliwy człowiek jako kwestarz w Niehrymowie.

Język wojskowy

Nasuwa się więc przypuszczenie, iż zdanie przytoczone przez Rysińskiego wśród przysłów, i zapewne żywe w jego czasach, zrodziło się nie w języku stajennym, lecz wojskowym i dotyczyło nie barku-orczyka, lecz barku-pleca ramienia. Gdy zaś w ten sposób pojmiemy jego pochodzenie i zważymy na charakter jego wtórny, przysłowiowy, to trzeba będzie odrzucić podane poprzednio jego rzekome znaczenia, za właściwe zaś uznać coś innego, czego jednak ustalić niepodobna do chwili, gdy znajdziemy inkryminowany zwrot w odpowiednim kontekście. Może on znaczyć: godzić w miejsce najsłabsze czy najniebezpieczniejsze, albo też: godzić podstępnie czy może celnie. W każdym razie ostrzega on przed przeciwnikiem niebezpiecznym, którego strzec się należy.

Jak Niemcy w Gdańsku szprechają

W wieku zaś XX, w powieści Miecz i łokieć W. Gomulickie- go , spotykamy je w brzmieniu niemieckim „jak Niemcy w Gdańsku szprechają”, powtórzonym zapewne za Adalbergowskim cytatem z Korczewskiego. Z innych przysłów Adamowych najczęściej powtarzane mówi
o „Starym Adamie” w znaczeniu skażonej przez grzech natury ludzkiej. Smith jako źródło tej formułki teologicznej przytacza Sido- niusa Apollinaris z połowy wieku V n. e. „Veteremque novus… Adam”. Słuszniej byłoby tu odwołać się do kogoś dawniejszego, by wyjaśnić powszechność formuły. Tym kimś jest Apostoł Paweł, który w swych listach przeciwstawia „pierwszego Adama” i „pośledniego Adama”, a więc Adama i Chrystusa Kor. ,. Dzięki temu autorytetowi zwrot wymieniony stał się przysłowiem biblijnym. Inaczej ma się rzecz z przysłowiem zanotowanym w zabawny sposób przez Knapskiego, u Adalberga zaś podanym w postaci „Jak na Jadama nań”. U Knapskiego czytamy: „Jak na osła nań na Boga, na Jadama, na czarta, na szczęście etc. ludzie przypadki rozmaite pospolicie składają.” Skąd w gronie tym znalazł się Adam, wyjaśnia stara literatura komiczna, zarówno łacińska, jak polska. Łacińska tedy, począwszy od wieku XII, powtarza facecję o żaku, pustelniku, kobiecie, oskarżających ojca rodzaju ludzkiego, iż nie umiał oprzeć się pokusie.

CZĘSTOWAŁ GO, AŻ NIE TRAFIŁ DO DRZWI

images (1)

Wypadek pierwszy, „Częstował go, aż nie trafił do domu”, nie nastręcza żadnych trudności. Ilustruje go anegdota o Koźle, który do swej „gospody” trafić nie mógł, gdy wracał zalany od kogoś z przyjaciół, wierszem uwieczniona przez Kochanowskiego, prozą przez Górnickiego. Chodzi tu o upicie gościa do utraty przytomności. Wypadek drugi jest nieco inny, można go uznać za naprawdę ironiczny. Tuż po „Częstował go, aż nie trafił do drzwi” Adalberg podaje „Częstowano go głową o stół”. Mniej salonowa odmiana tego przysłowia brzmi: „Częstowano go dupą o ławę”, a więc pozwolono komuś siedzieć, ale na tym się skończyło, przyjęto go „urzędowo”, chłodno, i sprawy jego nie załatwiono pomyślnie. Częstowano go „głową o stół” to sytuacja gorsza. Obito go czy znęcano się nad nim. „Częstował go, aż nie trafił do drzwi” to dalszy czy wyższy stopień złego przyjęcia. Gość czy przybysz dostaje takie cięgi, iż do drzwi trafić nie może. O co tu chodzi, zademonstrować można na… Potopie, powieści, której autor życie staropolskie znał na wylot czy przynajmniej odgadywał genialnie. W karczmie podlaskiej, a więc miejscu powołanym do „częstowania”, dochodzi do bójki między ludźmi Kmicica a podjazdem wysłanym przez Wołodyjowskiego. „Wtem przez drzwi wywalone uskoczyli naprzód Rzędzianowi, za nimi laudańscy, za nimi Kmicicowi.” Drzwi karczmy stają się centrum zainteresowań. Że zaś Sienkiewicz znakomicie uchwycił typowy rys dawnego życia, dowodzi Tragedia o polskim Scilurusie Jana Jurkowskiego . W ujętym metodą konceptów sowiźrzalskich monologu Wielkiego Chwała, karczemnego awanturnika, czytamy o nim jako o „zawodniku”, szukającym mety w drzwiach właśnie: Ja zawodnik tak rączy wprzód nie dam żadnemu, A więc ciasno jest w bitwie do drzwi leniwemu.

CZĘSTOWAĆ SIĘ CEREMONIOWAĆ SIĘ

images (2)

Adalberg przytoczył za Knapiuszem dwa przysłowia: „Częstują się jak N. N. do wieże” i „Częstują się jak N. N. z wieże”, zaopatrując je w objaśnienia niekoniecznie trafne, a nie wskazując, iż „częstować się” znaczy tyle, co ceremoniować się przy wejściu, ustępować pierwszeństwa. Jak świadczy wstawienie liter N. N., przysłowie już w początkach wieku XVII było, by tak rzec, ruchome, dopuszczało podawanie różnych nazwisk w różnych okolicach, co dowodziłoby upowszechnienia anegdoty, z której niewątpliwie wyrosło. Rozumiał to widocznie już Knapiusz, który przy pierwszym dał taką oto uwagę: Ironicznie Jakub Pontanus powiada z historii Urbino o tych, którzy chytrze i podstępnie udają uszanowanie dla kogoś: Gdy książę kazał trębaczowi, by pierwszy wszedł do wody rwącej i pełnej wirów, ten z udanym szacunkiem odpowiedział: Nie pokaże się, bym ja, chodzący zwykle za panem, tutaj miał po prostacku iść przed nim. Żera zaś, w wieku XVIII, zapisał anegdotę rzekomo rodzimą i rzekomo historyczną o braciach Skarżyńskich. Imć panowie Skarżyńscy, bracia rodzeni, mieli raz krwawą przygodę na sejmiku łomzieńskim, za którą trybunał skazał obu na trzydniową wieżę. Ano tedy poszli sami na zamek łomzieński do onej wieży jako szlachta. Aleści młodszy, końcem [celem] uszanowania starszeństwa wieku, nie chciał wejść tam pierwszy przed bratem starszym, starszy zaś miał urząd ziemski niższy od brata młodszego, więc znowu dla tej przyczyny wejść pierwszy do wieży nie chciał. I tak długo się z sobą certowali, aż w końcu wziąwszy się pod ręce weszli społem. A że śmiechu było przy tym dosyć, więc pozostało takie przysłowie w ziemi łomzieńskiej, gdy kto nazbyt wielkie czyni przy wejściu ceregiele.

CZERSK

images

Zwrot przysłowiowy „W Czersku na złym piwsku” Adalberg s. v. „Czersk” podał z uwagą T. Lipińskiego, iż jest to cytat „z wiersza [!] Kiermasz wieśniacki, druk. około połowy [!] w. XVII”, i powstać musiał w okresie upadku miasteczka, które słynęło kiedyś z dobrego piwa, jak dowodzi jego pochwała u Wacława Potockiego. Adalberg nie zauważył widocznie, iż mylne te informacje sprostował już Darowski S być zresztą może, iż zniechęciło go mętne a kłótliwe ujęcie tego sprostowania. W rezultacie więc przyjmując, iż Lipiński nie orientował się ani w sensie, ani w wieku przysłowia, i nie poprzestając na wywodzie Darowskiego, powiedzieć trzeba, skąd przysłowie się wzięło jaki był jego sens istotny. W zbiorku Kiermasz wieśniacki, drukowanym w latach , pełnym fraszek i piosenek podrwiwających z Mazurów, znajdujemy piosenkę: Mazurowe mili, Gdzieście się popili: W Warce na gorzałce, W Czersku na złym piwsku?

MAŁA CZERNIUCHA

literatura

W noweli E. Orzeszkowej W zimowy wieczór na wieczornicy we wsi białoruskiej uczestnicy zabawiają się rozwiązywaniem zagadek. Najwięcej uciechy budzi następująca: Maleókaja, czornieńkaja, Wsiu kołodu woroczaje. „Oj, kab ty skis z zagadką taką! woła dziewczyna. Oj, nie raz nie dwa słyszała ja już tę zagadkę! Toż to pchła.” Zagadkę tę znamy również ze zbiorów polskich. U Glogera brzmi ona: „Maluśkie, czarniuśkie, dużym drzewem rusza.”  Adalberg wprowadził ją między przysłowia w postaci: „Mała czemiucha wielką kłodę rucha.” Czy słusznie? Chyba tak tekst jego bowiem odpowiada wszystkim warunkom, które stawiamy przysłowiu, funkcyjnie zaś da się zastosować nie tylko do pchły i człowieka. tym właśnie tłumaczyłoby się przekształcenie zagadki w przysłowie.

O CZECHU

timthumb

Dwa przysłowia Rysińskiego: „Co za Czech słowo trzymać?” „Umkni, czechu, siłaś stawił?!”, Adalberg zaopatrzył dużym komentarzem, w którym zajął się ich objaśnianiem przez Darowskiego. Darowski mianowicie obydwa wywodził od monety „czechem zwanej” i drugie oddawał przez: mówiło się, „jeśli ktoś odważywszy się na niewiele i od tego chciał odstąpić”. Adalberg tylko to drugie wyjaśnienie uznał za trafne, pierwsze zaś odrzucił, powołując się na Reja i jego uwagi o solidności czeskiej, nakazującej dotrzymywanie słowa: Toteż osobną sztukę iście w sobie mają, Iż słowo radzi dzierżą, gdy co przyrzekają. Pirwej gdy co zacnego i w Polszczę zmawiano, Tedy to czeskim słowem zdzierżeć obiecano oraz na Gilowskiego, który w swym Wykładzie katechizmu napisał na temat omawianego przysłowia, co następuje: „Zginęło już słowo szlacheckie i już dziś niektórzy mówią: Azażem ja Czech słowo trzymać? Nie Czech tylko to powinien, ale każdy człowiek, bo to każdemu Pan Bóg przykazał.” Sprawa zatem jest jasna, można więc przejść do czecha, inaczej czeskiego, niegdyś sześciogroszówki, której nazwa, „szóstka”, jeszcze do dzisiaj u nas żyje. Przede wszystkim więc Adalberg przedrukował je błędnie „Umknij, czechu, siłaż stawił”, u Rysińskiego bowiem w wydaniach i czytamy: „Umknij, czechu, siłaś stawił!?”, co znaczy: usuń się ruszaj, z drogi, czechu, ileś postawił? Przysłowie zatem wyszło z języka kosterskiego, miłośników hazardu w kości czy karty, gdzie było wyrazem lekceważenia dla gracza, który usiłował stawiać czy nawet stawiać się, a nie stać go było na wymaganą stawkę. Odpowiednikiem jego dzisiejszym byłoby jakieś: „ Z czym do gościa!” A to coś zupełnie innego niż pomysł Darowskiego, z uznaniem przyjęty przez Adalberga.

We wszystkich przysłowiach chodzi o sabaty

trudnosci-z-koncentracja

Schadzki, bankiety, sejmiki, zabawy czarownic, przedstawiane w naszych bajkach ludowych tak samo jak w Metamorfozach Apulejusza z II wieku naszej ery. Czarownica, natarłszy się magiczną maścią, ulatuje kominem na osobliwym wierzchowcu, miotle, ożogu, stępie i powtarzając formułkę „Płot nie płot, wieś nie wieś, biesie, nieś!” u Adalberga s. v. „Płot ”, NKPP „Bies ” dociera na szczyt góry, gdzie w towarzystwie innych wiedźm i diabłów oddaje się wszelkiego rodzaju rozpuście. Stąd przysłowie „Gdzie karczma, tam prawie Łysa Góra” znaczy, że każda karczma jest „prawie”, a więc prawdziwym miejscem rozpusty. Uczestniczkami sabatów bywają wedle bajek wiedźmy, w niektórych okolicach Polski zwane „ciotami”. Tworzymir, który w r. zajął się kilku omawianymi tutaj przysłowiami z Wielkopolski, dodał do nich komentarz: Wiara w czarownice jest jeszcze po dziś dzień nader silną. Czarownice jeżdżą co czwartek na Łysą Górę wysmarowawszy się wprzódy jakąś maścią. Łysa Góra atoli nie jest jedna w Polsce; każda okolica zwykle ma swoją łysą górę, gdzie się czarownice zbierają. Jeżdżą też podobno na czarnej świni, która jest diabłem; oprócz tego na miotle czynią powietrzne wycieczki. Jaka by była różnica cioty od czarownicy, dociec tego nie mogłem.